Aktualności | Nurkowania | Szkolenia | Klub | Referencje | Linki | Download | Kontakt

Nurkowania

1999 Kamieniołom Strzeblów koło Wrocławia

Ostatnie przygotowania sprzętu na brzegu. Wysokie skały zamykają dokoła niepozornie wyglądające bajorko. Pionowe ściany sięgają wysokości 4 piętra. Na skalnych półkach wspaniałe miejsca do opalania się. Krajobraz przypomina raczej brzeg Morza Śródziemnego niż podwrocławskie okolice....

Odkręcenie zaworu butli, rzut jacketu do wody, skok. Ubieramy się w wodzie. Każdy zmaga się ze swoim sprzętem sam. Powoli podpływamy do stromej skały. Zwarci, gotowi i milczący. Wczoraj z Jarmolem zaliczyłem 40 m. Jemu jednak dziś nie uda się zanurzyć - bardzo poważny ból zęba, ropa itd.

Idę ja, Camol i Radek. Oni jeszcze nie robili takich głębokich nurków. Ostatnie spojrzenie na słońce i ...zanurzenie. Umówiłem się z Camolem że spotykamy się co 10 metrów. Ja i Jarmol uwielbiamy spadać w głębinę jak na spadochronie. Wypuszczasz całe powietrze z jacketu, ustawiasz się głową w dół i jechane. Lecisz w nieznaną otchłań jak szalony. Super zabawa!

Schodzimy przy pionowej ścianie. Czekam, tak jak się umawialiśmy co 10 metrów. Na kolejnych przystankach widzę zbliżające się do mnie zarysy postaci - Camola i Radka. Wszystko OK? OK! ...i dalej w głębię. Przejrzystość wody, jak na polskie warunki, wręcz idealna rzędu 7-10 metrów. Opadłem na dno. Przy skale jakieś 37 metrów. Czekam na nich.

Staram się oszczędzać powietrze kontrolując oddech. Są tuż nade mną. Widzę, że Camol trochę się boi. Pokazuje że chciałby poczekać przez moment przy skale. OK! Chwilę potem pokazuję, że nie mamy zbyt wiele czasu. Na dnie będziemy kilka minut, może trochę dłużej. Zdecydował się. Płyniemy.

Ja szoruję po dnie szukając maksymalnej głębokości. Nie używamy latarek. Jest tu "bardzo ładnie". Gdzieniegdzie z dna wystają pojedyncze kamienie. Widoczność wspaniała. Jest super, tylko powietrza bardzo szybko ubywa. Z lewej strony podpływa Camol i pokazuje mi komputer na swojej konsoli, a na nim max głębokość 40,5 metra. Podnosi rękę na znak zwycięstwa. Wszyscy jesteśmy bardzo zadowoleni. Powoli dopływamy do drugiej strony dna kamieniołomu. OK! Zaczynamy się wynurzać. Trochę wygłupów na dekompresji i z wody.

Uwielbiam zaliczać głębokości. Teraz zamierzamy z Jarmolem zejść na 60-tkę . Czas pokaże jak będzie. Po wyjściu z wody mała dawka adrenaliny na dokładkę. Skok ze skałki i wpław na drugą stronę. Tam wychodząca z wody skała sięga 4 piętra PRL-owskiego bloku mieszkalnego. Wdrapujemy się jak szaleni na samą górę. Skakaliśmy stąd wczoraj. Pomimo wczorajszych dokonań dziś znowu dreszczyk podniecenia i poddenerwowania przebiega wzdłuż pleców. Jest wysoko, a w dole woda.

Szybka decyzja, odbicie od skały, oderwanie nóg i ...już za późno na odwrót. Przez głowę przebiega jedna, jedyna, myśl by złożyć ręce nad głową i wpaść w wodę jak strzała (lub raczej stukilowy pocisk lotniczy). Podczas lotu nie ma nawet czasu na krzyk, a tym bardziej na cokolwiek innego nie związanego ze skokiem. Chlup!!! Potężne uderzenie nogami o wodę ręce w górze, kaptur skafandra wyrywa się na jakieś pół metra nade mną. Potem wyhamowanie i wyskok z wody z ręką w górze na znak zwycięstwa. Super-hiper przeżycie. I jeszcze raz, i jeszcze raz, i...

Ludzie patrzą na nas jak na jakieś zjawy z innej planety. Są osłupieni. Większość z nich zebrała się na okolicznych skałkach by obejrzeć śmiałków (raczej świrów). To jeszcze bardziej dodaje forów. Nawet Camol po dwóch dniach negocjacji z własnym strachem zdecydował się na skok.

Mówił, że był śmiertelnie przerażony (sam mówi że tylko bardzo, ale ja i tak wiem swoje). Skacząc każdy z nas przełamał swój zwierzęcy lęk. Przecież nie codziennie skacze się z 4 piętra do wody. Starczy. Dość tych opowieści. Niebawem następny wyjazd, następne wrażenia. Wszyscy wypoczęliśmy jak na dobrych wakacjach przez te kilka dni, które spędziliśmy w wodach kamieniołomu w Sobótce.