Aktualności | Nurkowania | Szkolenia | Klub | Referencje | Linki | Download | Kontakt

Nurkowania

25.09.2000 - 30.09.2001 Chorwacja i Austria

Ostatni tydzień września postanowiliśmy spędzić na nurkowaniu poza granicami naszego kraju. Ze względu na brak czasu wybór padł na znaną nam z wcześniejszych wyjazdów Austrię.

Po ok. dziesięcio-godzinnej podróży z Poznania przez Wrocław, Pragę, Linz docieramy nad brzeg największego jeziora Górnej Austrii - Attersee. Jezioro wraz z kilkunastoma zbiornikami, do których zaliczamy min: Mondsee, Traunsee, Hallstattersee, Gosausee, Wolfgangsee tworzą przepiękną krainę Salzkammergut. Wody Ziemi Salzburskiej stwarzają wręcz idealne warunki do uprawiania wszelkich sportów wodnych w tym nurkowania.

Nad Attersee docieramy po południu. Jest to bardzo duże jezioro - długość linii brzegowej ok.50 km. Położone jest 469 m n.p.m., głębokość maksymalna to 169 m. Nad jeziorem znajduje się kilka baz nurkowych, większość z nich czynna jest tylko w sezonie.

Nasz pobyt rozpoczynamy od nurkowania. Pierwsze zejście ma miejsce w Kammer, gdzie jak podaje przewodnik, od 13 do 30 metrów znajduje się zatopiony las. Osiągamy 33 metry i widzimy zaledwie kilka drzew. Wszystko to wygląda całkiem nieźle, ale miał być "las" a nie cztery duże pnie. Prawdopodobnie nurkujemy nie tam gdzie trzeba. Wychodzimy i klarujemy sprzęt, robi się ciemno. Najwyższy czas postarać się o nocleg. Trafiamy na camping Grabner w Seefeld. Pogoda podobnie jak w ubiegłym roku pozostawia dużo do życzenia.

Na drugi dzień wybieramy miejsce zwane "Diabelskim Mostem". Jest to niesamowite podwodne urwisko skalne opadające do głębokości 55 metrów. Nurkowanie zaczynamy koło mostu. Ściana zaczyna się przy samym brzegu. Po kilku minutach osiągamy zaplanowaną głębokość. Bardzo dobre warunki pod powierzchnią pozwalają nam nieco obniżyć dolny pułap zanurzenia. Ze względu na swoją topografie jest to idealne miejsce do głębokich nurkowań.

Kolejne miejsce godne polecenia to "parking 10,4" ok. 4 km od Weyregg. Robimy tu drugie nurkowanie. Pod wodą dopływamy do dużej platformy i spotykamy pierwszego szczupaka. Na głębokości ok. 15 m znajduje się wrak starej żaglówki zwanej przez austriackich płetwonurków "Dixi". Stromo opadające dno, duże głazy skalne i poprzewracane drzewa zapierają wdech w piersiach.

Pogoda bez zmian - prawie cały czas pada deszcz. Nadchodzi poniedziałek, opuszczamy Attersee i udajemy się nad rzekę Traun. Centrum Atlantis Qualidive jako jedyne umożliwia nurkowanie w rzece. Dziennie skorzystać może maksymalnie 40 osób. W związku z tym z odpowiednim wyprzedzeniem należy zarezerwować sobie miejsce. Baza znajduje się w pobliżu tamy, ok. 10 km od ujścia rzeki z Traunsee. Przed wejściem do wody zostajemy zapoznani z warunkami i atrakcjami jakie występują pod wodą. Mamy szczęście, oprócz nas nikogo więcej nie ma w wodzie.

Pierwsze nurkowanie robimy wokół wyspy po środku rzeki. Na drugie udajemy się kilkadziesiąt metrów w górę i spływamy z nurtem do miejsca pierwszego zejścia. Pod wodą podziwiamy liczne tunele, dziury i niewielkie groty, a także dwa małe zatopione budynki. Do jednego z nich można wpłynąć, drugi wypełniony jest piaskiem. Maksymalna głębokość jaką osiągamy to 12 metrów. Widoczność ok. 10 metrów, temperatura wody 12 st. C. Pod wodą cały czas odczuwalny jest prąd, miejscami dość silny, ale w końcu nurkujemy w rzece. W jednej z grot spotykamy monstrualnych rozmiarów szczupaka, - "ale nie chce z nami rozmawiać". Ponadto kilka dużych brzan, kleni i okoni. Podwodna roślinność jest bardzo uboga. Chwilami pojawia się słońce, niestety na krótko.

W drodze powrotnej do Weyregg zjeżdżamy na chwilę nad Traunsee. Jest to najgłębsze jezioro Salzkammergut -191 metrów, przepływa przez nie rzeka, w której nurkowaliśmy. To jeszcze nie koniec emocji w tym dniu. Przed nami nurkowanie nocne. Początkowo planujemy je w końcu jeziora, pomiędzy Weisseenbach a Unterach ale ostatecznie udajemy się na "parking 10,4".

Noc ukazuje nam bogactwo podwodnej fauny i flory Attersee. Woda zaczyna tętnić życiem, widzimy duże szczupaki, węgorze, klenie i okonie. Gdzie były one w dzień...? Ze względu na niesprzyjające warunki atmosferyczne, zimno i deszcz decydujemy się przerwać naszą podwodną przygodę w Salzkammergut.

Z Austrii niedaleko już nad Adriatyk, więc... Na pożegnanie odwiedzamy jeszcze najwyżej położone w okolicy jezioro - Gosausee (933 m n.p.m.). Z nad wody zobaczyć można najwyższy szczyt Salzkammergut - Dachstein, wznoszący się na wysokość 2996 metrów. Niestety podobnie jak w ubiegłym roku deszczowe chmury bardzo skutecznie go maskują. Pozostaje nam wiec oglądanie widokówek w sklepiku z pamiątkami. Głębokość jeziora zmienia się w zależności od pory roku.

Maksymalny poziom wody w okresie letnim 96 m jest obniżany jesienią do 38 metrów. Jest to typowe górskie jezioro, z bardzo dobrą widocznością, zimną wodą (ok.5 st. C) oraz ubogą fauną i florą. Nurkujemy po stromym stoku do 40 metrów, podziwiamy podwodne głazy i urwiska.

Kończy się nasz krótki, lecz wypełniony intensywnym nurkowaniem pobyt nad austriackimi jeziorami. W przyszłości na pewno tu jeszcze wrócimy! Wyruszamy w kierunku Chorwacji...

Po kilku godzinach docieramy na miejsce, którym jest camping Stoja w pobliżu Puli. Nareszcie słońce i ciepło. Na campingu znajduje się baza nurkowa, szkoda tylko, że prawie cały czas zamknięta. (dotyczy to również pozostałych centrów nurkowych w Puli, które odwiedzamy).

Pierwsze nurkowanie. Morze jest dość mocno rozkołysane, przez chwilę przypominają się nam ubiegłoroczne "ekstremalne" warunki z pobliskiego Kamienjaka. Zanurzamy się wzdłuż ściany do ok. 30 metrów. Dziwi nas bardzo słaba jak na Adriatyk widoczność. Po kilku godzinach wchodzimy ponownie do wody. Jest już prawie ciemno. Niepokojące są łodzie pływające wokół całego półwyspu, z których rybacy rozkładają sieci. Pod wodą spotykamy homary, mątwy i wiele kolorowych ryb. Odkrywamy również małą grotę, którą zamieszkuje duży konger.

Kolejny dzień spędzamy na poszukiwaniu czynnej bazy. Tracimy chyba z trzy godziny. Nieco zawiedzeni powracamy na camping z pustymi butlami. Okazuje się jednak, że w naszej campingowej bazie pojawił się w końcu właściciel. Ładujemy butle i wskakujemy do morza. Widoczność na trzydziestce nie przekracza pięciu metrów. Nurkowanie kończymy w grocie, w której ponownie widzimy "naszego" kongera. Po kolejnym nurkowaniu postanawiamy zmienić miejsce.

Szybka jednogłośna decyzja - "Marina". Pakujemy sprzęt i w drogę!

Po pierwszym nurkowaniu wszystko jest jasne, warunki pod wodą są takie same (o ile nie gorsze). W sumie robimy trzy nurkowania. Jedno nocne i dwa w dzień. W przeciwieństwie do Puli nie ma problemów z powietrzem, na kempingu znajduje się całosezonowa baza! Z brzegu campingu dostępne są dwie ściany: prawa opadająca do 45m i lewa do ok. 50m.

Ostatnie zanurzenie zapamiętamy chyba tylko ze względu na głębokość, która wykracza trochę poza ramy nurkowania rekreacyjnego. Po kilku minutach od zanurzenia przekraczamy bezdekompresyjny limit, woda jest mętna - gubimy ścianę. Nurkowanie kończymy wynurzeniem w toni i obowiązkowym przystankiem dekompresyjnym (w celu zwiększenia marginesu bezpieczeństwa deco mix - 100% tlenu). Dużo radości sprawiają nam delfiny, które w ostatnim dniu pojawiają się w okolicy campingu.

Wczesnym popołudniem opuszczamy Sv.Marinę. W drodze powrotnej zwiedzamy największą w Środkowo-Wschodniej Europie jaskinie w słoweńskiej Postojnie. Po kilkunastu godzinach spędzonych w samochodzie ponownie jesteśmy w Polsce.

Łukasz Jesse i Zbigniew Roguszka